Na imię miała Ania, a może Agnieszka, albo Katarzyna … nieważne bo nie o imię w tej historii chodzi. Była filigranową szatynką o brązowych oczach, pięknych, długich rzęsach i trochę zadartym nosku. Była szczęśliwą mamą niespełna trzyletniej córeczki, oraz podobno szczęśliwą żoną. Podobno, ponieważ ona tak twierdziła. Zaraz po ślubie dostali mieszkanie. Jak to załatwiła, wiedziała tylko ona sama. Czasy były takie, że żeby coś załatwić w urzędach trzeba było mieć albo dużo kasy, albo silny dar przekonywania. Mieszkanie było jak to mówią, ciasne ale własne…jeden pokój, kuchnia i niewielka łazienka. Właśnie kończył się jej urlop wychowawczy i chciała wrócić do pracy. Zakład w którym pracowała przed porodem zlikwidował jej stanowisko i musiała szukać znajomości, żeby móc gdziekolwiek się załapać w zawodzie wykonywanym do tej pory. I znalazła … w jaki sposób to zrobiła, wiedziała tylko ona sama.

On pracował od kilku lat w firmie. Lubił swoją pracę i lubił ludzi z którymi się na co dzień w niej spotykał. Miał z nimi dobry kontakt i odnosił wrażenie, że sam jest również przez nich lubiany. Prywatnie był szczęśliwym mężem i ojcem, tak sam uważał i tak sądziło jego otoczenie. Nic nie wskazywało na to, żeby było inaczej.
Pewnego dnia jego bezpośredni przełożony przyprowadził do pokoju w którym pracował uśmiechniętą, ale trochę zagubioną młodą kobietę i stwierdził, że właśnie ona od dnia dzisiejszego będzie z nim współpracowała i ma nadzieję, że będzie to dobra współpraca. I była, polubili się od samego początku i nic ponad to. Ot w wolnych chwilach pogaduszki, chwalenie się dziećmi, wymiana opinii o swoich upodobaniach, muzyce, książkach czy filmach. Jak to w pracy.

Wszystko zmieniło się, kiedy wrócił z urlopu. Spostrzegł, że jego kolega częściej przebywa z nią sam na sam, że kiedy wchodzi znienacka do pokoju odnosi wrażenie jakby im przeszkadzał. Wtedy poczuł ucisk w sercu, dotarło do niego, że jest zazdrosny o koleżankę i że wcale mu nie jest obojętna. Kiedy pewnego dnia zapytał ją, czy po pracy miałaby ochotę na wspólny spacer, nie odmówiła. Po pierwszym spacerze, na którym ją pocałował a ona się nie broniła, były następne. Krótkie bo co najwyżej trzygodzinne wypady do lasu były jedynym wspólnie spędzanym czasem. Było im dobrze ze sobą, ale zdawali sobie sprawę, że to tylko chwila i za moment trzeba wracać do swoich rodzin.
Przez rok jeździli do lasu raz w tygodniu, potem ich prywatne spotkania były rzadsze, aż w końcu po dwóch latach zaprzestali wypadów poza miasto. Nie miała czasu, a to nie miała dziecka z kim dłużej zostawić, a to coś innego jej wypadało. Pracowali nadal razem, ale czuł się coraz gorzej w jej towarzystwie. Wiedział, że ma ją obok siebie, ale ta obecność nie dawała radości, tylko żal. Szalę goryczy przelała wiadomość, że jego Słoneczko jest w ciąży i doskonale wiedział, że on nie ma z tym nic wspólnego. Dowiedział się o tym nie od niej, tylko od innych koleżanek. Poczuł wtedy silny policzek wymierzony przez osobę którą kochał i dla której był gotowy poświęcić wszystko. Czuł się zdradzony i nie uspokajało go to, że zdecydowała się na drugie dziecko z własnym mężem. Kiedy tylko nadarzyła się okazja odszedł z pracy i zmienił ją na inną. Długo trwało zanim rany w sercu się zabliźniły. Nie zapomniał, ale po raz drugi tego błędu nie popełnił, bo zrozumiał, że to był błąd jego życia. Teraz dopiero czuł wyrzuty sumienia, że zdradził żonę i niewiele brakowało a mógłby stracić rodzinę.

Historia taka jak wiele innych, podobnych do niej. Niektóre skończyły się podobnie, inne w gorszy sposób. Opowiedziana przez dobrego znajomego jako przestroga przed szaleństwami, które jesteśmy gotowi popełnić w imię miłości, która bardzo często wcale miłością nie jest. Nie znam relacji drugiej strony tej historii, bo może się okazać, że to nie była jej wina. Z reguły mówi się, że prawda zawsze leży po środku i to jest dobre powiedzenie.
Dlaczego o tym piszę ? Dlatego, że w swoim życiu popełniamy wiele błędów. Popełnia je każdy, ja sam również niejeden popełniłem. Na błędach człowiek się uczy, jedni drugi raz ich nie popełnią, ale są również tacy, którym nauka idzie w las, czasami dosłownie. Jest również inne powiedzenie: tylko ten się nie myli, kto nic nie robi. I to również prawda. Miewamy w swoim życiu Słoneczka, Koteczki, Kwiatuszki czy Miśki, ale pamiętajmy, że one mają również uczucia i nie zawsze to co bawi nas, bawi je również. Temat rzeka, można o nim pisać bez końca. Niejedną powieść na ten temat napisano i niejeden melodramat nakręcono, ale prawdziwe życie to nie powieść ani film, chociaż często fabuła jest podobna. Żyjmy w taki sposób, aby nikt przez nas nie musiał płakać. Ani rodzina, ani żadne Słońce czy Misiek. Nie dopisujmy również nigdy sami swojego zakończenia historii, której w rzeczywistości nie ma. Bo tym możemy również kogoś skrzywdzić. Miłość jest piękna, ale często bywa niełatwa. Wzajemny szacunek i akceptacja drugiego człowieka takim jakim jest, to połowa sukcesu. Nic na siłę, ponieważ nie zmieni się biegu rzeki. Można co najwyżej jej koryto poprawić. I tak jest z drugim człowiekiem. Nie zmieni się całkowicie jego poglądów, przyzwyczajeń i upodobań a jeżeli już, to ta zmiana nie będzie całkiem szczera.

I na zakończenie … powiadają, że nie nauczy cię ojciec, nie nauczy cię matka, tego czego cię nauczy sąsiadka. Każda mądrość ma w sobie coś z autentyzmu, ale miłość to nie tylko riki tiki tak, to nie tylko jej zapach i jej smak. To również brzmienie ciszy oraz kolory tęczy. To zaufanie, wyrozumiałość i wiara. Wiara w drugiego człowieka, podobnego do nas … a jakże innego.

– Hary

morning-2243465_960_720