Kartka z kalendarza…

19 października 2017 r.
Dzień jak każdy inny. Dla jednych jest następną kartką z kalendarza, dniem w którym nic szczególnego się nie wydarzy. Dla innych będzie szczególnym, tym radosnym i szczęśliwym, pełnym słońca i uśmiechu, a dla jeszcze innych smutnym, pochmurnym, pełnym mgieł. Właśnie w tym momencie w naszym świecie ktoś się rodzi, ktoś umiera, ktoś dowiaduje się, że jest chory, a jeszcze ktoś inny wychodzi ze szpitala ciesząc się z tego, że wyzdrowiał i nic już mu nie grozi. Ktoś z nas pakuje walizki szykując się do wyjazdu na drugi koniec świata, a inny kompletuje swoje bagaże przed powrotem do domu. Młodzi ludzie cieszą się, że są starsi o jeden dzień i bliżej im do pełnoletności, natomiast starsi z westchnieniem odejmują go od dni, które pozostały im do końca wędrówki.

Jaki ten dzień będzie dla mnie albo dla ciebie, dowiemy się na jego zakończenie. Zaczął się wschodem słońca, jego złote promienie zajrzały przez okno i zdawały się wołać – wstawaj… szkoda dnia… jutro już może nie być tak ładnie – Pieski zaczęły leniwie przeciągać się, otwierając po jednym ze swoich ślepek, ale doszły do wniosku, że jeszcze za wcześnie…jeszcze troszeczkę. Nie ruszyło ich nawet moje podniesienie się z łóżka. Nie podziałał na nie nawet aromat świeżo zaparzonej kawy, co w każdym innym przypadku powoduje przyjemne wiercenie w nosie.

Za dwa dni minie miesiąc, kiedy Pani Jesień zapukała do moich drzwi. Stała w pięknej kolorowej sukience, przystrojona w pelerynę z liści i wianek z jesiennych kwiatów, trochę smutna, ponieważ deszcz zmoczył jej jesienny strój a wiatr potargał brązowe włosy. Uśmiech na jej obliczu zagościł dopiero w poniedziałek, kiedy babie lato przypomniało sobie, że na nie pora i czas pomóc jesiennej malarce nanosić pastelowe kolory na wszystko co jest do pomalowania.

Kilka dni temu minęły trzy miesiące, kiedy Mariolinka wyjechała do słonecznej Italii. Wyjechała w momencie, kiedy lato u nas jeszcze na dobre nie zagościło, chociaż powinno. Wraca za kilka dni, kiedy już jesień pewnie pozdejmuje wszystkie liście z drzew i rankiem mgły będą mnie budzić a nie promienie słońca. Brakuje mi jej, jej głosu, chociaż nie zawsze można nazwać go szczebiotem, jej krzątania się po mieszkaniu i czasem narzekania na wszystko, szczególnie na mnie, ale ponieważ sam jestem już jesiennym panem, przyjmuję to z godnością i w kolorach pasteli. Wracaj więc skorpionku , bo czekamy na Ciebie na ławeczce na ganku, nie tej emigracyjnej, ale domowej ławeczce razem z trójką plaskatych pociech

- Hary.
frogs-1610563_960_720